czwartek, 2 lutego 2017

Nie ma jak hobby...czyli Glicynia z serii zielnikowej na START!

Zaczynać nie zaczynać?
Dylematy rozwiązały się igłą i nitką.


 Haft z serii zielnikowej rozpoczęty - Glicynia ;-)



 Mam nadzieję, że będzie pięknie.


Uwaga! Zamiar jest poważny - to mają być moje najlepsze technicznie krzyżyki ever!
Pilnuję jak wariatka każdego krzyżyka, rozkręcam nitkę co kilka ukłuć w materiał, len naciągnięty jak struna - chcę zobaczyć różnicę!

o
Pozdrawiam ;-)))

Ela.

wtorek, 10 stycznia 2017

Karczoch - seria zielnikowa # finał...w końcu finał :-)

Puk, puk! To ja!


Dzisiejszy dzień zamierzam pokolorować barwami ukończonego haftu, który tworzył się pod moimi palcami...wiele miesięcy.
Oto on:






To mój debiut na lnie 35 ct (Permin of Copenhagen) kolor piaskowy nr 32.
Debiut uważam za udany i na pewno będzie kiedyś powtórka na tym lnie.


Sam wzór uważam za wyjątkowy. Zawiera wiele uroczych detali, a backstiche malują wzór w trzecim wymiarze.






Po mojej przygodzie z Karczochem mam kilka wniosków na temat swojej pracy:
1. Mam jeszcze nad czym pracować...tzn. cały czas widzę i czuję, że moje krzyżyki mogą być lepsze, powinny byc lepsze. A kiedyś myślałam, że krzyżyk to krzyżyk i koniec ;-)
2. Len, len i jeszcze raz len - generalnie nic innego dla mnie nie istnieje, no może jakieś dobre bawełniane płótno.
3. Mam mniejszy zapał do haftowania (a może mniej czasu...?) i często haftowanie przegrywa z innymi rzeczami, więc pewnie nie będę tu w najbliższym czasie częstym gościem.




 
No i co myślicie?


Pozdrawiam,


Ela

sobota, 3 grudnia 2016

Z miłości...

Nie raz podziwiałam na różnych blogach prace wybitnych hafciarek, które pokazywały swoje hafciarskie początki. Patrzyłam na nie z uśmiechem, myśląc o tym jak wielkie postępy można osiągnąć nie tylko talentem, ale i pracą nad sobą.

Sama jednak nie mogłam przypomnieć sobie, kiedy moja przygoda z haftem rozpoczęła się. Na dobre moja pasja wybuchła podczas urlopu macierzyńskiego, kiedy spędzałam błogie chwile z niezwykle spokojnym (wtedy!) dzieckiem. Tak myślałam...Aż do niedawnego czasu, kiedy sprzątając w komórce znalazłam to:


I wtedy odżyły wspomnienia, kiedy to przed kilkunastoma laty przy nieśmiertelnych do dziś hitach Bryana Adamsa robiłam w tajemnicy prezent dla mojego chłopaka. Poduszka ,,Legia" wydawała mi się najlepszym prezentem dla zagorzałego kibica. I tak było!



Nieudolnie uszyta, technicznie beznadziejnie wyszyta poduszka spotkała się z wieeeelkim zachwytem mojego... obecnego męża. Od tamtej pory minęło już tyle czasu, a poduszka wyszperana z komórki, z pudła z pamiątkami jest obecnie najlepszą przytulanką mojego... młodszego syna.


Ja, estetka na maxa, patrzę na tego koszmarka z czułością i miłymi uczuciami.
Nieważne dla mnie teraz jest, że krzyżyki są każdy w inną stronę, że wyszyte są na Aidzie o koszmarnie wielkim splocie, że nici (ani to Ariadna, ani cokolwiek możliwe do zdiagnozowania;-)) są grube jak sznury, a ściegi są raz w rzędach, raz w każdym nieokreślonym kierunku.
Każdy ma jakieś początki w haftowaniu, a ja mam to szczęście, że moja pierwsza ,,praca" ma teraz oprócz wartości użytkowej, wielką sentymentalną wartość.

Pozdrawiam

Ela.

P.S.-Karczoch...robi się ;-)))

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Lagartera i Oropesa - pozdrowienia z podróży

O moich planach i marzeniach pisałam enigmatycznie tutaj, nie przyznając się, że moje spotkanie z haftem lagarterskim będzie w innym wydaniu niż na płótnie - a po prostu z autopsji, z krajoznawczej wycieczki, u źródła czyli tak jak lubię najbardziej.



Choć ostatni czas w ogóle nie sprzyjał hafciarskim działaniom, to wrażliwość na ten rodzaj rękodzielniczej sztuki jest u mnie zawsze wysoko ceniony i wszędzie gdzie jestem szukam jej przejawów.






,, Haft lagarteski, czyli kolorowy haft ludowy tradycyjnie wykonywany na ręcznie tkanym płótnie, narodził się w Hiszpanii, w miejscowości Lagartera. W dokumentach historycznych znajduje się wzmianka, że miasto Lagartera powstało już w XII stuleciu. Dokumenty te wspominają również, ze techniki hafciarskie, które doprowadziły do powstania specyficznego stylu Lagartery, narodziły się w XVII wieku, kiedy najznamienitsi miejscowi hafciarze przenieśli się z sąsiedniej Oropesy, by zdobić przednimi wzorami szaty oraz bieliznę Dony Juany, Hrabiny Toledo.
(...) Kobiety z Lagartery, niewątpliwie na skutek utrzymujących się w tym rejonie Hiszpanii przez wiele wieków wpływów arabskich, przejęły mauretańskie wzory wywodzące się z arabesek i zaczęły wyszywać je na ubraniach, prześcieradłach i poszewkach oraz makatkach.
W wyprawie każdej panny musioały się znależć hafty o charakterystyczmych żywych kolorach i geometrycznych wzorach, w których widoczne były wpływy kultury Maurów. Właśnie dlatego próżno wśród nich szukać motywów zwierząt.
Haft lagarterski (lagarterę) wykonuje się na płótnie tkanym równomiernym ściegiem atłaskowym, często obwiedzionym podwójną fastrygą (zwaną tez holbeinem, ściegiem rumuńskim, dwustronnym sciegiem przed igłą lubściegiem ścisłym przed igłą). Tradycyjnie podwójną fastrygę nakładano nicią czarną lub brązową, by mocno kontrastowała z płótnem.
Uważa się, że podwójna fastryga przywędrowała do Hiszpani na skutek wymiany handlowej między osiadłymi tu Maurami a Egipcjanami i Arabami z innych regionów Morza Sródziemnego.
W szesnastowiecznym dokumencie pochodzącym z Niemiec haft wykonany podwójną fastrygą określa się mianem haftu hiszpańskiego. Nazwa ta przyjęła się równiez w Anglii, gdzie nazywano go także haftem prawdziwym, ponieważ identyczny wzór widoczny był po obu stronach tkaniny.

W miarę upływy lat ścieh hiszpański przemianowano na ścieg holbein. Nazwa pochodzi od nazwiska nadwornego malarza Henryka VIII Hansa Holbeina młodszego, który na swoich obrazach
z niezwykłą pieczołowitością oddał wyszyte haftem hiszpańskim motywy zdobiące kołnierze, mankiety i staniki ówczesnych dam..."


Fragmenty zaczerpnięte  są z książki ,,Haft lagarterski i ściegi pochodzące z Hiszpanii" . Książka po raz pierwszy opublikowana w 2003 roku przez Sally Milner Publishing Pty Ltd, PO Box 2104, Bowral NSW 2576, Australia. Wydanie polskie: KDC Warszawa 2007.


Przygotowując się od dłuższego czasu do wyjazdu, próbowałam zaczerpnąć różych informacji na ten temat, choćby stąd:
http://folkcostume.blogspot.com/2015/10/womens-costume-and-embroidery-of.html


Szukałam też informacji w wielu źródłach i publikacjach.


Wiem, że zaplanowanie takiej pełnowymiarowej wycieczki, która da obraz całości to wybranie dogodnego i atrakcyjnego terminu - ten wypada tutaj corocznie podczas święta Bożego Ciała a także w okolicach 15 sierpnia. Z różych względów nie udało mi się to w tym atrakcyjnym czasie, ale i tak jestem bardzo zadowolona z tego, co udało mi się zobaczyć i zwiedzić.


Najpierw kilka fotografii z Oropesy, z której tradycje hafciarskie przeniosły się do Lagartery. Obecnie jest to małe urocze miasteczko, w którym tylko nieliczne wzmianki wskazują na tą dawna tradycję, jednak bez względu na wszystko - jest to miejsce bardzo urokliwe.






W Lagarterze niemal każdy budynek kipi od informacji na hafciarskie tematy, obrazy na ceramice i róże malowidła opisują i pokazują temat, z którego miasto szczyci się i jest dumne.









W wielu domach ekspozycje są wprost w oknach, gdzie można zajrzeć, podglądać przy pracy hafciarki (czesto matki wraz z córkami), a jednocześnie za niewygórowaną cenę kupić drobazgi i duże prace czy przedmioty użytkowe z motywem lagarterskim.































Wspaniałe wrażenie zrobił na mnie mały placyk, na którym stoi pomnik hafciarki:





Moje refleksje po krótkim pobycie w tym wyjątkowym miejscu to przede wszystkim wielka radość z przebywania w ciekawym otoczeniu. Nie jest to okolica jakoś wyjątkowo piekna, nawet jeśli chodzi o haft czy rękodzieło - widziałam kilka podobnych czy też mających wspólne cechy, albo po prostu piękniejszych miejscowości, bardziej klimatycznych, ale warto tu zajrzeć na pewno!
Zwiedzanie tego regionu jest logistycznie trudne latem, kiedy upały tak doskwierają, że mieszkańcy rozpoczynają codzienne, normalne funkcjonowanie niemal pod wieczór lub nawet późnym wieczorem, po późnym poranku i długiej popołudniowej sjeście. Warto przyjechać tu na miejscową fiestę i na pewno w Boże Ciało.


Cieszę się, że mogłam zobaczyć miasto z tak cennymi dla mnie tradycjami, po prostu spełniłam swoje małe marzenie.


Pozdrawiam!


Ela